Drawsko Pomorskie - informacje, wydarzenia, nowości

Imieniny: Marii Magdaleny

Monday, 22, lipiec 2019
Domi strona

W TYM MIEJSCU MOŻE BYĆ TWÓJ BANER REKLAMOWY reklama@drawskopomorskie.com

21.09.2015

Nasze korzenie, dobry format

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zastępcę dyrektora drawskiego ZUK Tomasza Budzyńskiego poznałem dwa lata temu. Nie przypadkowo. W urzędzie pocztowym. Pan Tomasz pełnił tam funkcję naczelnika.

Od lat miałem problem z przesyłką obowiązkowych egzemplarzy gazety do uniwersyteckich bibliotek. Wiedziałem, że są ustawowo zwolnione z opłat pocztowych, ale nie wszędzie, jak się okazuje, ustawa była znana. Sprawa po 17 latach została załatwiona w kilka minut. Tym wzbudził moje zaufanie, a ciąg dalszy naszej znajomości tylko potwierdził jego duże kompetencje. Nie raz mogłem liczyć na pomoc dyrektora Budzyńskiego w sprawach ważnych dla lokalnej społeczności. Nigdy nie odmawiał i robił to „od ręki”. Nie czekał, nie zwodził.

Wychował się na wsi w rodzinie chłopskiej. To hierarchiczny model rodziny, w której najważniejszym kryterium przydatności jest praca. Dotyczy to zarówno dziewcząt jak i chłopców. To czyni od początku dzieci samodzielnymi i odpowiedzialnymi. 17 lat temu pan Tomasz wyjechał do pracy do Niemiec. Pracował tam jako ogrodnik. W ten sposób chciał się sprawdzić i zacząć życie na własny rachunek.            

Ucieszyłem się, kiedy przeczytałem, że tego formatu młody mieszkaniec naszej gminy będzie startował do Sejmu z listy PSL. Musi przyjść nowe, bo stare, w proponowanym wydaniu, jest już nie do przyjęcia.

Do przedstawienia postaci pana Tomasza skorzystałem z wywiadu, jaki przeprowadziła z nim Marta Galacka.              

Panie Tomaszu, czy można poznać charakter człowieka po tym, jak traktuje tych, którzy nic mu nie mogą dać?

To jest ciekawe pytanie, dosyć złożona historia. Uważam, że to najbardziej świadczy o charakterze.. Są tacy, którzy wierzą, że dobro wraca - ja również w to wierzę.

Mówią, że podwójnie.

Czy podwójnie, to nie wiem. Natomiast doświadczyłem tego wielokrotnie i wiem, że warto dawać chociażby uśmiech, dzielić się sobą z tymi, którzy nas otaczają. Uważam, że jeśli za dobre uczynki oczekujemy w zamian konkretnych korzyści, to w zasadzie nie ma to nic wspólnego z dobrocią.

Dzisiaj żyjemy w kryzysie tych wartości. Pamiętam moją wizytę w Anglii - to było około 15 lat temu. Siedzieliśmy przy stole z pewnym Australijczykiem. W tamtym czasie, pewnie jak większość z nas, myślałem, że Amerykanie, Australijczycy, Anglicy uśmiechają się na siłę, na pokaz. On wtedy wziął mnie na celownik chcąc nauczyć kilku zasad z mentalności zachodniej. Bardzo się ucieszyłem, pomyślałem, że będzie to super przeżycie, przygoda, zobaczyć jak funkcjonują na co dzień ludzie z tej bogatej części świata. Jednak mój nauczyciel dawał mi „popalić” na każdym kroku i wytykał każdy błąd. Głównie takie moje naturalne, narodowe przywary.

Pewnego popołudnia podczas kolacji zapytał: Tomek, czemu ty się nie uśmiechasz przy stole? Zobacz, wszyscy tu siedzimy, ludzie się uśmiechają, rozmawiają ze sobą, są otwarci. Ja odpowiedziałem: Wszystko ok! Jakoś tak nie wiem, zmęczony jestem trochę. On na to: Wszyscy pracowaliśmy ciężko, każdy miał swoje problemy, natomiast dziś spotkaliśmy się na kolacji, aby ze sobą pobyć. A ty nie uśmiechasz się. Obrażasz tych ludzi.

I mówi dalej do mnie tak:: Jeśli masz w sercu radość i spokój, to na twarzy też masz spokój i radość.. i to jest to. Dzisiaj mogę powiedzieć: Jeśli ktoś jest pogodzony z losem, ze sobą, to jest w stanie dawać siebie innym, zupełnie nie myśląc o korzyściach, które będą za tym szły. I paradoksalnie często te korzyści właśnie wtedy przychodzą, nawet większe niż moglibyśmy się spodziewać. 

Czy w życiu potrafi pan pewne rzeczy przemilczeć, przeczekać, wybaczyć, a co najważniejsze zapomnieć? Na przykład o krzywdzie, która została panu kiedyś wyrządzona?

To jest cały proces. Uczyłem się tego latami. Kiedyś byłem bardzo wyrywny, impulsywny i w zasadzie ciężko było mi powstrzymać po pierwsze język, a po drugie nie tylko język. Jeśli ktoś nadepnął mi  na odcisk, to różnie reagowałem. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Dalej oczywiście nie toleruję głupoty i reaguję na nią alergicznie,
ale też mam do wszystkiego większy dystans i nie koncentruję na tym swojej energii. Wolę skupiać się na czymś bardziej pozytywnym. Natomiast jeśli chodzi o mój charakter, mam to w sobie i cieszy mnie taka cecha,
że potrafię wybaczać. W jakimś sensie robię taki swój porządek w sobie. Nie przetrzymuję złych emocji,

nie karmię się nimi, zawsze myślę o ludziach dobrze, nawet jeśli ktoś kiedyś zrobił coś przeciwko mnie.

Jaka jest pana reakcja na sukces, co mówi panu podświadomość? Na pewno miał pan już jakieś sukcesy

w swoim życiu, mniejsze lub większe. Jednak chciałbym się dowiedzieć, jaka jest pana reakcja wewnętrzna? Czy jest pan szczęśliwy? Czy potrafi pan o tym mówić?

Jestem szczęśliwy. Mam prawie 40 lat. Nie wiem czy to jest dużo czy nie. Myślę, że wystarczająco, by mieć jakieś doświadczenia życiowe. Zawodowo miałem sukcesy, ale i porażki. Wszystko zależy od naszego podejścia. Ja mam taką filozofię, że człowiek powinien nastawić się na mistrzostwo w tym co robi...

Czyli zawsze na wygraną?

Nie. Nie o to chodzi. Nie chcę iść do przody za wszelką cenę.  Są ludzie nastawieni na sukces i są ludzie nastawieni na mistrzostwo. Osoby, którzy pragną sukcesu od czasu do czasu go odnoszą. W momencie gdy się nie pojawia to bywa z nimi różnie, mają depresję, są zdenerwowani, sfrustrowani i tak do końca nie wiedzą co z tym zrobić i jak się do tego odnieść i poddają się. Ja nastawiam się na mistrzostwo, więc nawet jeśli coś nie wyjdzie, nie uda się odnieść tak zwanego sukcesu, to jestem w stanie na spokojnie przeanalizować sytuację, dostrzec błędy, znaleźć rzeczy, które mógłbym zrobić szybciej, prościej, inaczej… I co najważniejsze bez traumy zacząć od nowa.

Czyli robi pan tak zwaną analizę zysków i strat?

To jest właśnie postawa nastawiona na mistrzostwo...

Jaki największy sukces dotychczas pan osiągnął? Satysfakcję z tego, co pan zrobił?

Hmm... Ważna jest dla mnie moja rodzina, przyjaciele. Pamiętam, kiedy byłem mały. Było nas w domu siedmioro. Razem z rodzeństwem mieszkałem w jednym pokoju. Różnica wieku między nami była dość spora, więc dochodziło do różnych sporów i historii. Sceny bywały dantejskie. Myślałem w tamtym czasie, że się po prostu nienawidzimy, natomiast dzisiaj wiem, że to są naprawdę głębokie relacje. Większość z nas ma dzieci, pewnie w niedługim czasie pojawią się wnuki. Często spotykamy się w gronie rodzinnym. Ale mówię też o swojej rodzinie. Mam dwoje dzieci, syna, który dorasta i pięcioletnią córcię. Radość jaką wnosi córka w nasze życie, jest nie do opisania. Syn jest fajnym gościem. Nieopierzonym oczywiście, ale mamy dobry kontakt. Myślę, że on wie dobrze, że ma we mnie wsparcie.

Uważa się pan za dobrego ojca?

Całe swoje życie walczyłem ze swoim ojcem. Kiedy tato mnie korygował, dyscyplinował w pewnych kwestiach, wydawało mi się, że się mnie po prostu czepia. Pracowaliśmy ciężko, ponieważ mieliśmy gospodarstwo. Dziś jestem mu za to wdzięczny. Mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś docenią to, że dzisiaj nie mają zbyt lekko..

( śmiech)

Był surowym ojcem?

Tak. Był bardzo wymagający. Wiem jednak, że jestem kim jestem, dzięki temu jaki był dla mnie mój tata. Teraz sytuacja jest podobna bo dociera do mnie jak bardzo przypominam swojego tatusia. Mój Dawid ma 16 lat,
dorasta intensywnie i też ma swoje pomysły, z którymi ja nie do końca się zgadzam i podobnie jak wtedy ojciec mi, tak ja jemu wybijam z głowy te „głupoty”. Ostatnio mu powiedziałem, są dwa rodzaje rodziców, 
dobrzy którzy pozwalają na wszystko i źli którzy wymagają. Musi się starać i pracować razem z nami. Nie był zadowolony z tego co usłyszał. Po jakimś czasie wróciliśmy do tematu. Wiem jednak, że nasze relacje stają się mocniejsze po takich trudnych rozmowach.

Myśli pan, że lepiej dostać wsparcie bez słów czy tysiąc rad? Np. w związku z rodziną, synem?

Zdecydowanie wsparcie bez słów. Ale to nie wyklucza tezy, że warto rozmawiać. Dopóki jest dialog, dopóty jest szansa na rozwiązanie, kompromis.

Czy program partii politycznej, do której pan należy, jest zgodny z pana poglądami?

Kilka razy słyszałem, że w ogóle nie pasuję do PSL. PSL jest związane z naszą ziemią od początku swojego istnienia, czyli już 120 lat. To dla mnie jest ważne, bo to mocne podstawy. Najważniejszy jest solidny fundament.

Pan obecnie mieszka na wsi, prawda?

Tak. Obecnie mieszkam na wsi. Wcześniej parę lat w Drawsku, ale generalnie wychowałem się na wsi, chodziłem do wiejskiej szkoły podstawowej.

Mieliśmy gospodarstwo rolne, około 20 hektarów pola, z 30 świnek, z 10 sztuk bydła, 100 kur i 100 kaczek, gęsi itd. To nie było gospodarstwo, które nam się dziś kojarzy z wielkoobszarowym przedsiębiorstwem. Większość pracy wykonywało się ręcznie. Sprzętu jaki dziś znamy, prawie nie było. Wychowanie jakie otrzymywaliśmy

w domu, było wychowaniem przez pracę. Każdy człowiek w jakimś stopniu jest związany z ziemią i powinien umieć pracować fizycznie, chociażby po to, by mieć świadomość, jaka jest to ciężka praca. Ale nie tylko. Np. rolnik nie ma czegoś takiego jak urlop. Nie powie swojemu inwentarzowi, że jedzie na wakacje: "sorry,… wyjeżdżam na wakacje, a wy głodujecie”. Praca, którą dzisiaj wykonuję jest pracą umysłową, jest zupełnie innym obciążeniem… emocjonalnym, psychicznym. Jednak, kiedy wracam do domu, ziemia na której mam dom, ogród, zdejmuje ze mnie ten ciężar emocjonalny. To są moje korzenie i to mnie trzyma, to mnie ugruntowało. Patrząc na PSL i inne partie na arenie politycznej, oskarżające się wzajemnie, pokazujące palcem i wskazujące na lepszych i gorszych Polaków, szukające tematów zastępczych, widzę bardzo jasno, że właśnie ludzie Polskiego Stronnictwa Ludowego zajmują się realną pracą u podstaw. Rozmawiają szukając rozwiązań, a nie winnych. Faktycznie reprezentują interesy ludzi z terenów, z których pochodzą, a są to takie wsie i miasteczka jak nasze. W ostatnich wyborach samorządowych w regionie  województwa zachodniopomorskiego PSL miał bardzo dobry wynik i realnie zajmuje się tematami, które nas dotyczą. Ja jestem uczestnikiem tych wydarzeń i nie pamiętam, kiedy widziałem na terenie naszego powiatu polityków innych partii. PSL jest stąd, spośród nas, normalnych, zwykłych ciężko pracujących ludzi. Ja również jestem stąd, a jak powiada pismo: ”Dom Twój gdzie serce Twoje”.

Waldemar Rogal

                                   (na podstawie wywiadu Marty Galackiej)

2019 skp 01

zetgold

michalina 3

2019 skp 01

2017ki stacja